


W ostatnią sobotę, dnia 28 lipca 2007 roku odbyły się kolejne, już VIII REGATY O PUCHAR STOLEMA. Poranek tego dnia był naprawdę wietrzny i nic nie zapowiadało tego co działo się później. Odprawę sterników zaplanowano na godzinę 10:00. Jako pierwsze wystartowały omegi o godzinie 11:00, kolejne klasy startowały co dziesięć minut. A tak naprawdę to miały startować co dziesięć minut. [...] Ścigano się w klasach Omega, T1, T2, T3, TR, Optymist oraz Sport i... nowy twór (nie istniejący w klasyfikacji PJW) - "18 ft". Prognozy pogody zapowiadały się obiecująco i miało wiać 3-4 B. Wszyscy myśleli, że klątwa z regat o puchar Stolema została zdjęta. Niestety!!! W momencie gdy startowały omegi wiatr zaczął siadać i przez całe regaty wiało bardzo słabo. Jednym słowem, emocje jak na rybach. W trakcie regat rozdzielono klasy TR i Sport od klas T1,T2,T3 i omeg. Te pierwsze pływały po śledziu na Jeziorze Gołuńskim, zaś klasy turystyczne opływały Ostrów Wielki prawą burtą. Walka była jak zawsze zacięta, ale jednocześnie na wysokim poziomie fair play.
Początkowo planowano, że odbędą się dwa biegi, przy czym w drugim biegu miały zostać zamienione trasy, i TR miałaby opłynąć Ostrów, a klasy turystyczne popłynęłyby po Jeziorze Gołuńskim. Ze względu na "panującą wichurę" zadecydowano o zakończeniu regat po pierwszym biegu. Zakończenie regat przewidziano na godzinę 18:00, gdzie zwycięzcom wręczono „Stolemy”. Wcześniej odbyły się pokazy ratownictwa, oraz mały koncert szantowy. Dla żeglarzy przewidziano piwko i talerz grochówki.
Teraz kilka słów prawdy. Mimo iż Stolem w tym roku odbył się w trochę lepszej atmosferze niż ubiegłoroczny, to i tak nie było dobrze. Zacznijmy od początku. Odprawa sterników odbyła się na wyjątkowo niskim poziomie z totalną ignorancją zawodników. Tak naprawdę myślimy, że w takiej postaci, w jakiej się odbyła, to mogło jej nie być wcale. Na różne pytania ze strony sterników, padała odpowiedź typu: „informacja o regatach wisi od dwóch dni ...”, albo: "zgodnie z regulaminem PJW". Tego typu odpowiedzi były po prostu niegrzeczne. Procedura startowa nie została omówiona wcale (co jest sprzeczne z regulaminem PJW). Serdecznie zachęcamy Komisję Sędziowską do przeczytania regulaminu PJW ze zrozumieniem.
Da się zrozumieć, fakt, iż według teorii Einsteina czas jest względny, ale nie przy tych prędkościach. Mimo zsynchronizowania stopera z sygnałem 4 minuty do startu, sygnał startu był o prawie 40 sekund za szybko. Każda minuta przed startem składała się z różnej ilości sekund. Wiele jachtów w takiej sytuacji było ustawionych rufą do linii startu. Działo się tak przy starcie prawie każdej klasy.
Trudno jest nam zrozumieć jaki cel przyświecał zawężeniu linii mety. Ponadto, boja wyznaczająca metę stanowiła jednocześnie boję zwrotną dla klasy Optymist. Skutkiem tego, duże jachty znalazły się niebezpiecznie blisko optymistów. A co na to wyobraźnia?
Kolejnym powodem do niezadowolenia jest fakt, iż zupę, którą otrzymali żeglarze próbowały podjadać psy, gdyż, jeść ją trzeba było na ziemi, bo zabrakło jakichkolwiek stolików czy siedliska. Ale żeby nie krytykować wszystkiego doszczętnie, przyznać trzeba, że zupka (grochówka) była naprawdę pyszna, a i piwo przednie.
Lekko niestosowne wydawały się być pokazy ratownictwa, które odbywały się w cieniu ostatniej tragedii, jaka wydarzyła się na naszym ukochanym akwenie, tragedii jachtu „Konstelacja”. Wręczenie specjalnych stolemów, sobie nawzajem przez "kółko wzajemnej adoracji", sprawiało wrażenie, że jesteśmy na okazjonalnym festynie, a nie na regatach. Zastanawia nas także całkowity brak nagród (poza stolemami), choć lista sponsorów i wszystkich świętych była wymieniana przez około pół godziny, to dzieci nie dostały nawet przysłowiowego cukierka. A za stolemy, bądź puchary to chyba wszyscy zapłacili wpłacając wpisowe na regaty.
Poznaliśmy wyniki regat od piątego miejsca w górę a co z resztą? Po wielu godzinach bezwietrznej żeglugi każdy chciał poznać swoją lokatę i chyba każdemu się to należało. Znowu powróciło wrażenie, że żeglarze stanowią tu jakiś kłopotliwy dodatek...
Słowa uznania należą obstawie regat za profesjonalne podejście. Ratownicy byli tam, gdzie trzeba i przemieszczali się bez zbędnych popisów. Serdecznie dziękujemy Grzegorzowi za jego zaangażowanie i udostępnienie swojej przystani. Pomimo, iż lista organizatorów była imponująca, to z naszego punktu widzenia Grzegorz był najbardziej kompetentną osobą, która dźwigała ciężar imprezy na swoich barkach. I wielka chwała mu za to!
Pamiętajmy jednak, że nie popełnia błędów tylko ten, co nie robi nic. A droga do doskonałości jest trudna i wiedzie pod górę. Mamy nadzieję, że za jakiś czas będziemy mieć tylko miłe wspomnienia.
Ahoj.
Marek CYMS (s/y Iwonka), Bogdan KUŹMIŃSKI (s/y Bodziuk)



