


II Wdzydzkie Regaty Samotników odbyły się!
Pierwszego dnia, w sobotę, ze względu na trudne warunki na wodzie (wiatr ok. 6°B oraz duże fale z białymi grzywami) - regaty zostały odwołane. Zdecydowaliśmy, że jeśli pogoda pozwoli to spróbujemy wystartować w niedzielę. Na mecie stawiło się 13 załóg. Były dwa biegi - o 11.00 i o 13.00. Start na Kozach przy Tawernie, później bojka na wysokości ośrodka w Czarlinie (prawą burtą), następnie Trupczyn (również prawą burtą).
Nikt nie wie jak to się stało, ale tym razem również wygrał... Edek z Farta! :) Zaskoczenie zupełne :)))
Cała trasa w I biegu zajęła Mu 59 minut. Podczas drugiego - pobił swój rekord i dopłynął po 56 minutach. Kolejni zawodnicy (w obu biegach) pojawiali się po jakichś 4-5 minutach. A różnica między pierwszym a ostatnim jachtem, który przekroczył metę wyniosła w pierwszym biegu 36 minut, a w drugim - 25 minut.
Co do startu, to w obu biegach pierwszy linię startu przekroczył jacht Jutrzenka. To się nazywa opracowana strategia startowa!
Najbardziej natomiast zacięta walka odbyła się w II biegu o miejsce drugie – SET z Bosunem płynęli "łeb w łeb" (a właściwie: "dziób w dziób") i do ostatnich metrów nie było wiadomo który z nich pierwszy przekroczy linię mety. O centymetry na prowadzenie raz wysuwał się jeden, a raz drugi. W końcu SET-owi udało się w ostatniej chwili wyprzedzić Bosuna.
Emocje jednak towarzyszyły nam przez cały czas, bez względu o które miejsce walczono. Najwięcej obserwatorów miał Myk Myk i Venuska, którzy zamykali stawkę - walczyli o to, który z nich ma przypłynąć na metę ostatni (i nikt nie chciał być "tym drugim"...). Do samego końca żaden nie mógł mieć pewności czy wygra (ale Maciek z Myk Myka miał na brzegu stęsknioną Jagodę, więc jak tylko ją zobaczył, to wreszcie przyspieszył i wygrał).
:)
Równie emocjonujące było obserwowanie walki Szproty IV (tym razem pod wodzą Bartka), który w I biegu ścigał się z Kejpem. Jeszcze 20 metrów przed metą pozycja Szproty była niezagrożona. Nerwowo zaczęło się robić w momencie, gdy Bartek stracił pewność czy da radę przejść przez linię startową, nie wjeżdżając jednocześnie w brzeg. I zaczął przymierzać się do zwrotu. Edek nie mógł patrzeć jak w ten sposób można oddać miejsce, wiec z brzegu krzyczał do Bartka, żeby jeszcze trochę wytrzymał i jeszcze nie robił tego zwrotu! Niestety, Bartek chyba nie uwierzył, że Edziu ma rację. I zwrot zrobił. Zanim ponownie zdążył "nabrać wiatru", to wyminął go Kejp rozpędzony do granic możliwości. I został "obdzwoniony" jako pierwszy.
Solennie obiecaliśmy, że o tym zwrocie to dużym Szprotkom nie powiemy (i całe szczęście, że Irek tego nie widział...).
Natomiast ciekawostką tych regat było to, że jeden z zapisanych już zawodników nie zdążył na start (!?). Oddzwonione 5 minut do startu - Moresa nie ma, 4 minuty do startu - Moresa nie ma, minuta do startu - Mores piechotką nadszedł od strony Tawerny. I cichutko do Andrzeja wydukał: "nie zdążyłem... miałem awarię..." No, jeśli awarią nazywamy to, że się komuś sznurki na WŁASNEJ łódce mylą, to faktycznie - awaria na całego :)
Pocieszenia natomiast można szukać w tym, że przez dobre 1,5 godziny Mores miał szansę napawać się towarzystwem najpiękniejszej w tym sezonie komisji sędziowskiej (a przynajmniej najbardziej kobiecej). I nam jeszcze ognisko rozpalił, żebyśmy nie pomarzły. Zuch-chłopak!
A było faktycznie zimno, mocno wiało i dość mocno bałyśmy się o tych naszych "samotników" na wodzie. Jednak Edek udowodnił, że warunki nie są tak ciężkie jak mogłoby się wydawać... Przepływając obok komisji zrobił... "jaskółkę". I to nie raz, a dwa razy! (bo chciałyśmy sprawdzić czy na drugiej nodze też potrafi... Potrafi!). Następnym razem planujemy utrudnienia - "jaskółkę" na dziobie :)
A tym wszystkim, którzy ze względu na pogodę nie zdecydowali się przyjechać na Wdzydze, powiem tylko, że jest czego żałować. Bo właśnie dzięki pogodzie w sobotę mieliśmy szansę zrobić coś, o czym w skrytości ducha każdy marzył. Popłynęliśmy Stolemem! Byli sami żeglarze, więc i atmosfera była cudowna!
A na dokładkę pamiętając o tym, że pływający nim turyści wyśpiewują stale tę samą piosenkę, uznaliśmy, że nie będziemy gorsi. Zdecydowaliśmy - śpiewamy! Niestety, znaliśmy tylko 3 wersy... ("Kaszebści jeziora, kaszebści las, Kaszebe łełają was!").
Uznaliśmy jednak, że nie liczy się ilość, tylko jakość, więc zapamiętale śpiewaliśmy te 3 wersy w kółko (z naciskiem na "łełają").
Chcieliśmy również (tak jak "turyściaki") machać ręką do siedzących na brzegu żeglarzy... Niestety, wszyscy żeglarze byli na Stolemie, więc nie za bardzo miał nam kto odmachiwać... Dlatego wręcz euforią skończyło się spotkanie na Cyrance Marka z niebieskiej venus, zwanej czasem "Pasiakiem" – ze względu na tęczowe kolory ożaglowania (jeśli ktoś nie wie jeszcze o kim mowa, to wyjaśniam - to ten chłopak co jak zgubi kota, to musi w Tawernie siedzieć przez 3 dni...).
Marek stanął na wysokości zadania i wytrwale nam odmachiwał.
Na koniec usiłowaliśmy zrobić pamiątkowe zdjęcie uczestników rejsu, co wcale nie było takie łatwe. Jak już udało się ustawić wszystkich na dziobie, wreszcie przestaliśmy się kręcić i każdy przybrał korzystną pozę oraz wziął wdech i zamarł bez ruchu, to okazywało się, że zdjęcie nie wyszło. A że wszyscy już zaczęli się rozchodzić, to trzeba było zaczynać całą procedurę od początku, czyli ustawić wszystkich na dziobie, spróbować przestać się kręcić, przypomnieć sobie jak wyglądała ta korzystna poza ... itd (zamieranie bez ruchu oraz branie wdechów - odpuściliśmy sobie po 3-cim razie).
Generalnie wyglądało to tak, że wchodziliśmy i schodziliśmy ze Stolema chyba z 16 razy... W końcu się udało! (podobno...)
:)
Pozdrawiam,
Aleksandra (MORES)
PODZIĘKOWANIA
• Ogromne podziękowania za koszulki z logiem II Wdzydzkich Regat Samotników
dla Izy i Piotra z Dzikiej
(Dziki walczył jak lew - po regatach z dumą prezentował przemoczoną koszulkę)
oraz dla Małgosi i Janusza z Vasco
(którzy już w sobotę rano pojechali do domu, bo przemarzli i nawet rejs Stolemem ich nie przekonał).
• Dziękujemy również Zbyszkowi Galińskiemu, który nagradzał zwycięzców przepięknymi nagimi rzeźbami oraz dokarmiał nas aż przez 2 dni.
• Oraz dla Andrzeja Tenderendy za to, że Mu się cały czas chce starać.
Od Andrzeja :
Podziękowania dla komisji sędziowskiej która bardzo dzielnie odnotowywała wszystkie miejsca i czasy
Podziękowania dla Leszka , Łukasza i Radara za profesjonalne zabezpieczenie imprezy
Podziękowanie dla wszystkich, którzy zrzucili się do kapelusza na paliwo dla naszej obstawy - zebraliśmy 200 zł co zostało solidarnie podzielone na dwie załogi zabezpieczenia
Podziękowania dla Oli z Moresa za sympatyczny tekst z dwudniówki Samotników !! Tak trzymaj
Zdjęcia już w galerii : z Rejsu Stolemem i Regat Samotników
Pozdrawiam !
Andrzej Tenderenda
WYNIKI II Wdzydzkich Regat Samotników
1. miejsce - Fart
2. miejsce - SET
3. miejsce - Kubuś Pan
4. miejsce - Bosun
5. miejsce - Pablo
6. miejsce - Szprota IV
7. miejsce - Kejp
8. miejsce - Dzika
9. miejsce - Jutrzenka
10. miejsce - niebieska łódka (Paweł Grolnik)
11. miejsce - Bodziuk
12. miejsce - Myk Myk
13. miejsce - Venuska



